NUMER 2010 - 04
PODSTĘPNYM KREDYTOŻERCOM MÓWIMY NIE!
Ale się wkurzyłam. Dym puszczam z nosa jak smok wawelski, maszeruję między pomieszczeniami niczym lokomotywa w obłędzie – jak to się mogło stać, że mojemu synowi, pół godziny po załadowaniu 20 euro na konto w komórce, co zaowocowało kwotą 24 euro, bo coś tam w nagrodę dodają, zostało tylko 9? - gdzie dzwoniłeś? Przyznaj się! – krzyczę na niego w bezsilności, bo ileż można wydawać pieniędzy na te komórki? – powiedz mi tu natychmiast, bo mnie zaraz szlak trafi.
Syn zna mnie na wylot, więc nie dostał zawału, tylko spokojnie powiedział, że nigdzie nie dzwonił, co można sprawdzić, a poza tym był cały czas z córką, swoją siostrą czyli, na spacerze z psem i ma świadka. Ochłonęłam chwilę i faktycznie muszę przyznać, że nijak nie było okazji, żeby ten kredyt zużyć, tym bardziej, że my wszyscy też w Vodafone, czyli rozmowy między nami mamy za darmo, to samo tyczy się syna znajomych.
I w tym momencie dostałam prawdziwego szału, bo zdałam sobie sprawę, że go mają, jak zrobili to raz, zrobią jeszcze jeden. Zadzwoniłam do Vodafone, pani mnie poinformowała, że oni widzą rozmowy i ubytki kredytu u siebie dopiero po 24 godzinach, czyli trzeba dzwonić następnego dnia. To znaczy, że przede mną cała doba próby cierpliwości, trudna sprawa. Spałam tupiąc nóżką, bo nienawidzę odkładać załatwiania takich spraw na potem. Od rana byłam niespokojna, odliczałam czas i czyściłam broń. Nadejszła chwila prawdy, dzwonię jeszcze raz, a operatorka na to, że syn jest w subskrypcji na trzech numerach telefonów, takich pięciocyfrowych 57coś tam, co za każdego smsa ściągają kilka euro, ale to niekoniecznie musi być jego wina, pewnie dostaje jakieś smsy od tych firm, gdzie jest napisane, że żeby się wypisać należy wysłać wiadomość STOP i oni wtedy przestają wysyłać te płatne. Hello! Człowiek powinien mieć wybór, żeby się ZApisać, a nie WYpisać, czyż nie? Syn oczywiście zignorował te smsy, myślał, że w ten sposób się odczepią. Otóż nie ma tak lekko tragarzu puchu, trzeba się namęczyć, żeby się uwolnić od subskrypcji. Pani z Vodafone powiedziała, że takie wiadomości nie mogą być zablokowane, że do mnie należy dochodzenie zrefundowania zabranych pieniędzy u tych, którzy je pobrali, mam natychmiast wysłać STOP, na numery, które ona mi właśnie wysyła na komórkę, a wraz z nimi normalne numery telefonów do tych firm, które się trudnią tym niecnym procederem. I jeszcze na koniec mi poradziła – nie się pani dowie dokładnie skąd oni mają jego numer?
Odbezpieczyłam karabin i dzwonię. Pierwszy numer połączył mnie z miłą Panią w Indiach, która ni w ząb nie rozumiała, co ja do niej mówię, ja nie pozostałam dłużna i też nie miałam pojęcia, co ona mi próbuje wytłumaczyć. Po kilku minutach (zawsze mam problem, czy ja płacę za połączenie z Indiami, czy lokalne stawki?), przyzwyczaiłyśmy się do naszych dziwnych angielskich akcentów, przekonane oczywiście, że to ta druga brzmi skandalicznie źle, i usłyszałam, że oni potrącają pieniądze z kredytu syna, bo on wysłał do niech kilkanaście smsów ze słowem GAME. Karabin wypadł mi z ręki, przeprosiłam panią uprzejmie, odłożyłam słuchawkę i ruszyłam zamordować syna. Taki wstyd! Syn zna mnie nie od wczoraj, nie salwował się ucieczką, tylko wziął mnie na klatę i spokojnie wytłumaczył, że co jak co, ale taki głupi to on już nie jest, żeby wysyłać smsy z taką treścią i niby jakim cudem, skoro postanowiliśmy nie doładowywać jego komórki w czasie świątecznego pobytu w domu i dopiero wczoraj kupiłam mu kredyt. Fakt. Dumna z syna, ze się nie ugiął pod naporem matki furiatki, zadzwoniłam pod ten numer jeszcze raz i mówię:
- zastanawiam się, kto robi ze mnie głupka, Pani czy mój syn i jednak stawiam na Panią. Proszę mi natychmiast wytłumaczyć, skąd macie numer i nie powtarzać bajeczki o smsach, bo sprawdziłam i to niemożliwe. I proszę mówić tym razem prawdę, bo nie będę więcej wydzwaniać, od razu udam się do prawnika od spraw konsumenckich (wymyśliłam na poczekaniu). Pani na to, ze stoickim spokojem, pewnie medytująca buddystka, bo kto inny zgodziłby się na pracę w takim miejscu, powiedziała, że syn ściągał grę z sieci i w ten sposób wysłał się (sam?) ten sms. Syn przezorny, zawsze ubezpieczony, siedział przed moim laptopem i od razu wszedł na rzeczoną stronę, gdzie jak byk napisane – free download. Pytam panią niespotykanie spokojną, co mnie z kolei doprowadza do szału (a jednak mam na tyle świadomości, żeby zanotować sobie w głowie skuteczność jej taktyki), skoro napisane free, to jakim cudem jednak płatna? Odesłała mnie na drzewo. Podała stronę internetową z dokładnymi informacjami, pożegnała się ładnie, coś tam jeszcze gadała i się rozłączyła. Wrrrrrr. Ale to i tak lepiej, bo pozostałe dwa numery w ogóle nie odpowiadają, jedynie automatyczna sekretarka podaje informację, że trzeba zostawić numer komórkowy i nazwisko, oni oddzwonią. Nie mogąc się na nich wyładować, normalnie myślałam, że umrę przez samozapłon.
Muszę się temu bliżej przyjrzeć, czy jest jakaś instytucja, gdzie można zgłosić takie niecne praktyki? W międzyczasie ostrzegam, przestrzegam i co tam tylko – nie dajcie się wkręcić w te smsy, wysyłajcie STOP to unsubscribe, a w najgorszym wypadku zmieńcie numer, tak jak my postanowiliśmy zrobić w przypadku syna, bo będziecie tracić pieniądze bez końca i to w taki sposób, że nawet nie będziecie wiedzieli kiedy.
Kasia Hordyniec (kasia.eire@gazeta.pl)
miejsce na Twoją reklamę...