NUMER 2010-08
Meble z duszą w nowym wydaniu

Luiza Gorzałczyńska od 3,5 roku restauruje meble

Gdy pracowała jako malarz na budowie, pracownicy schodzili się, by zobaczyć, jak wygląda kobieta, która wykonuje typowo męskie zajęcie. Z budowy pozostała jej miłość – tam poznała swojego obecnego narzeczonego. Po trzech latach na emigracji poczuła się na tyle pewnie, że postanowiła poszukać pracy w zawodzie. Udało się i teraz zajmuje się renowacją mebli. Zajęcie to daje jej mnóstwo satysfakcji, a co najważniejsze – jest twórcza.

Aneta KUBAS Polska Gazeta : Jak osoba po szkołach, z talentem i do tego tak drobnej postury trafiła na budowę?

Luiza GORZAŁCZYŃSKA: Rzeczywiście, w Polsce zdobyłam tytuł licencjata na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi – wydział edukacji wizualnej. Wcześniej zaliczyłam jeszcze Studium Technik Teatralno-Filmowych w tym samym mieście. Niestety, po szkole nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. Pracowałam w firmie wykonującej bibeloty – malowałam wazoniki, tace, kubeczki i inne drobiazgi. Ale firma rozpadła się, a zresztą zarabiałam tam grosze. To wszystko spowodowało, ze 6 lat temu postanowiłam wyjechać z kraju. Najpierw, jak wiele Polek, zatrudniłam się w hotelu jako pokojówka. To była jednak praca ponad moje siły – zarówno fizycznie, jak i pod względem psychicznym. Panował tam straszny terror... Po pół roku odeszłam. I znalazłam pracę na budowie. Zajmowałam się pracami wykończeniowymi, „dekoratorką”. Byłam tam jedną z nielicznych kobiet, które malowały. Robotnicy przychodzili mnie oglądać, jak sobie daję radę. Pracowałam tam półtora roku i najlepsze, co mi z tego zostało, to chłopak, z którym jestem do dziś (śmiech). Nasz związek nazywamy „romansem budowlanym” (śmiech).



A.K. Odeszłaś z budowy, ale zostałaś przy raczej męskim zajęciu. Teraz odnawiasz meble. Jak udało ci się dostać tę pracę?

L.G. Byłam już wtedy dość długo za granicą, czułam się dość pewnie, także ze względu na lepszą znajomość języka niż na początku. Bardzo chciałam robić coś związanego ze sztuką. Rozniosłam mnóstwo CV – i przez przypadek trafiłam do sklepu z meblami artystycznymi. Miałam wiele szczęścia, bo pomimo, że nie miałam doświadczenia w renowacji mebli, właściciel mi zaufał.

A.K.: Oczywiście, otrzymałaś odpowiednie szkolenie?

L.G.: Właśnie, że nie. Szef dostarczył mi materiały i powiedział: „zrób coś z tym”. Wszystkiego uczyłam się sama, metodą prób i błędów.

Na początku otrzymywałam dość proste zadania – tylko malowałam. Wykonywałam efekty specjalne, na przykład za pomocą farb efekt drewna, marmuru, czy metalu. Teraz podejmuję się każdego zadania. Nawet jeśli na początku nie mam pojęcia, jak się za daną rzecz zabrać, to w trakcie pracy przychodzą pomysły i rozwiązania.



A.K. Jakie meble najczęściej przewijają się przez pracownię?

L.G.: Właściciel sklepu jeździ po całym świecie i zwozi towar. Kupuje meble w Danii, Holandii, USA. Z Bałkanów importuje na przykład ławki, antyki ze Skandynawii, przywozi też dużo francuszczyzny – bardzo modne są teraz sprzęty w stylu ludwikowskim.

Część mebli odnawiamy, a inne postarzamy. To wymaga bardzo rozległej wiedzy o materiałach.

A.K.: Skąd czerpiesz tę wiedzę?

L.G.: Przede wszystkim z …

Więcej w:



miejsce na Twoją reklamę...